Jemy obiad. Nic specjalnego, pieniądze na wyżywienie opiekunka dostaje w poniedziałek, a jest niedziela, więc na obiad zrobiłam to, co znalazłam. Upiekłam udka kurczaka z warzywami. Eryce trzeba tylko podzielić jedzenie na mniejsze porcje. Widelcem czy łyżką operuje bez problemu. I, trzeba przyznać, Eryka je chętnie. Gorzej ze mną. Dłubię w tym hensienie i połykam łzy. W gruncie rzeczy pierwszy raz mam do czynienia z osobą chorą na Alzheimera. Bezradną jak dziecko. Nie mam pojęcia, jaka powinnam być: Wskazać drogę czy prowadzić? Być stanowczą czy życzliwą? Odwracam głowę mocno w prawą stronę, żeby nie widział mnie Otto i pozwalam łzom, żeby płynęły. Stwierdzam, że nie nadaję się do tej roboty. Za dużo we mnie empatii i życzliwości. Opiekunki czy pielęgniarki powinny być stanowcze, zdecydowane, może nawet trochę wredne....i natychmiast przypominają mi się pielęgniarki z Hospicjum, które opiekowały się moją Siostrą. Poznałam ich 9. Wszystkie miłe, życzliwe, sympatyczne i spokojne. Cierpliwe i cudowne. Delikatne i mimo okoliczności, zawsze uśmiechnięte. Ocieram łzy, kończę obiad z uśmiechem. Jestem jaka jestem. Dam radę!!!
niedziela, 10 kwietnia 2016
środa, 6 kwietnia 2016
pierwsze dni
Nie przejmuj się, rób swoje, ona ci się będzie tak plątać...m.in. takie rady otrzymałam od mojej poprzedniczki. Przyjęłam, ale dopiero dzień po doszedł do mnie ich sens. Przecież ja nie jestem pomocą domową, tylko opiekunką Eryki. W dodatku jej mąż podczas mycia naczyń szepnął mi do ucha: Niech ona ci pomaga. Odsuwam się więc i czekam. Eryka podchodzi do zlewu i odkręca zimną wodę. Podchodzę, delikatnie przesuwam kran, podaję gąbkę, szybko nalewam płyn. Eryka myje naczynia.Dokładnie i powoli. Ja stoję i patrzę. Jest ok.
niedziela, 3 kwietnia 2016
Pierwszy dzień w Ebersbach....
No i dojechałam. Pod same drzwi. Czekał tam na mnie przystojny brunet, przywitał się, wziął walizkę i prowadzi po schodach. W górę niestety. Już w połowie sapię. I tym sapaniem maskuję mój niemiecki, póki sapanie nie minie niestety. Meine Reise dauerte ein bisschen zu lang - mówię do wszystkich i do każdego z osobna. Póki co, to najdłuższe moje zdanie i o dziwo, pamiętam je z liceum. Po krótkiej drzemce muszę niestety mówić coś innego. Ratuję się nieco angielskim, ale nie z każdym jest to możliwe. Córka mojej podopiecznej komplementuje moje oczy. Ładne jak ładne, ale na pewno są duże. Z przerażenia.
24.02....gdzieś na granicy....dobry humor z pierwszej części podróży i mimo wszystko mój optymizm trafia szlag. Już nie ma Kasi z Hrubieszowa, a bus zapełnia się hałaśliwymi kobietami dużo starszymi ode mnie. Każda ma po 2 walizy i wielkie siaty jako bagaż podręczny, a w nich poduchy. W sumie takie te siaty wielkie, że i kołdry by się zmieściły. Pretensje do mnie, że przy oknie siedzę.Naoglądam się tych krajobrazów co nie miara, zwłaszcza, że autostrada i ciemna noc. Ale nie mam zamiaru nikogo puszczać...dobrze mi w tym moim kąciku. Przede mną Janusz, kierowca, kolega ze szkoły...nie widzieliśmy się prawie 30 lat. No dobra, zapomniałam, jak miał na imię, drugi kierowca mi powiedział, ale nazwisko sama sobie przypomniałam, więc nie jestem taka stara, prawda?
Trudno mi zasnąć, za sprawą Janusza wspominam, żeby tylko nie myśleć o przyszłości, i nie przyznać się do tego, że boję się jak diabli. Nie lubię tego kraju, narodu, ludzi wyniosłych, uporządkowanych. Skoro tak źle byłam traktowana jako Polka w Megeve, to czego mogę spodziewać się po Niemcach?
Trudno mi zasnąć, za sprawą Janusza wspominam, żeby tylko nie myśleć o przyszłości, i nie przyznać się do tego, że boję się jak diabli. Nie lubię tego kraju, narodu, ludzi wyniosłych, uporządkowanych. Skoro tak źle byłam traktowana jako Polka w Megeve, to czego mogę spodziewać się po Niemcach?
Subskrybuj:
Posty (Atom)