24.02....gdzieś na granicy....dobry humor z pierwszej części podróży i mimo wszystko mój optymizm trafia szlag. Już nie ma Kasi z Hrubieszowa, a bus zapełnia się hałaśliwymi kobietami dużo starszymi ode mnie. Każda ma po 2 walizy i wielkie siaty jako bagaż podręczny, a w nich poduchy. W sumie takie te siaty wielkie, że i kołdry by się zmieściły. Pretensje do mnie, że przy oknie siedzę.Naoglądam się tych krajobrazów co nie miara, zwłaszcza, że autostrada i ciemna noc. Ale nie mam zamiaru nikogo puszczać...dobrze mi w tym moim kąciku. Przede mną Janusz, kierowca, kolega ze szkoły...nie widzieliśmy się prawie 30 lat. No dobra, zapomniałam, jak miał na imię, drugi kierowca mi powiedział, ale nazwisko sama sobie przypomniałam, więc nie jestem taka stara, prawda?
Trudno mi zasnąć, za sprawą Janusza wspominam, żeby tylko nie myśleć o przyszłości, i nie przyznać się do tego, że boję się jak diabli. Nie lubię tego kraju, narodu, ludzi wyniosłych, uporządkowanych. Skoro tak źle byłam traktowana jako Polka w Megeve, to czego mogę spodziewać się po Niemcach?
Czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg.
OdpowiedzUsuń