niedziela, 3 kwietnia 2016

Pierwszy dzień w Ebersbach....

No i dojechałam. Pod same drzwi. Czekał tam na mnie przystojny brunet, przywitał się, wziął walizkę i prowadzi po schodach. W górę niestety. Już w połowie sapię. I tym sapaniem maskuję mój niemiecki, póki sapanie nie minie niestety. Meine Reise dauerte ein bisschen zu lang - mówię do wszystkich i do każdego z osobna. Póki co, to najdłuższe moje zdanie i o dziwo, pamiętam je z liceum. Po krótkiej drzemce muszę niestety mówić coś innego. Ratuję się nieco angielskim, ale nie z każdym jest to możliwe. Córka mojej podopiecznej komplementuje moje oczy. Ładne jak ładne, ale na pewno są duże. Z przerażenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz