niedziela, 10 kwietnia 2016

pierwsze łzy....

Jemy obiad. Nic specjalnego, pieniądze na wyżywienie opiekunka dostaje w poniedziałek, a jest niedziela, więc na obiad zrobiłam to, co znalazłam. Upiekłam udka kurczaka z warzywami. Eryce trzeba tylko podzielić jedzenie na mniejsze porcje. Widelcem czy łyżką operuje bez problemu. I, trzeba przyznać, Eryka je chętnie. Gorzej ze mną. Dłubię w tym hensienie i połykam łzy. W gruncie rzeczy pierwszy raz mam do czynienia z osobą chorą na Alzheimera. Bezradną jak dziecko. Nie mam pojęcia, jaka powinnam być: Wskazać drogę czy prowadzić? Być stanowczą czy życzliwą? Odwracam głowę mocno w prawą stronę, żeby nie widział mnie Otto i pozwalam łzom, żeby płynęły. Stwierdzam, że nie nadaję się do tej roboty. Za dużo we mnie empatii i życzliwości. Opiekunki czy pielęgniarki powinny być stanowcze, zdecydowane, może nawet trochę wredne....i natychmiast przypominają mi się pielęgniarki z Hospicjum, które opiekowały się moją Siostrą. Poznałam ich 9. Wszystkie miłe, życzliwe, sympatyczne i spokojne. Cierpliwe i cudowne. Delikatne i mimo okoliczności, zawsze uśmiechnięte. Ocieram łzy, kończę obiad z uśmiechem. Jestem jaka jestem. Dam radę!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz