piątek, 3 marca 2017

Nie sztuka do trzech razy....

A ja znowu u siebie..choć wcale nie w Rzeczycy...a w Ebersbach...Eryka już śpi, Otto przed tv, ja też, ale u siebie, na dole...wszyscy szczęśliwi, że znowu jestem, może ta moja bidulka najmniej, bo nie wie o co chodzi, ale nie puszczała mnie na krok...to straszna choroba, ale trzeba przytulać, pocieszać i być cały czas obok...kilka razy pytała, jak mam na imię...ja cierpliwie tłumaczę przytulam i prowadzę...na postoju jedna się odezwała, że ona nie lubi jak się podopieczni z nią spoufalają...ale na nią kobitki wsiadły, ciepło mi się zrobiło i miło. Jasne, że wszędzie są granice, jest pewien profesjonalizm, ale też trzeba mieć intuicję...opiekunka nie jest po to, żeby sprzątać, gotować  i prowadzić dom. Trzeba przede wszystkim zadbać o podopiecznego. Ugotować też, ale przy okazji i najlepiej wspólnie. Ustąpiłam, jutro nie będzie rosołu, bo Otto chce zupę cebulową. A Eryka lubi jak jej mąż jest szczęśliwy....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz